SUROWE KOTKI

Agnieszka Cholewiak-Góralczyk

Antek i rzecz o siatkach z tworzywa sztucznego

Długo zbierałam się do napisania tego tekstu. Nie tak go sobie zaplanowałam. Druga notatka miała wprawdzie być o Antku, ale nie o walce o jego życie i zdrowie. Nie o tym co robić, kiedy Wasz kot naje się siatki z tworzywa sztucznego (takiej pomarańczowej, w jaką pakowane są np. mandarynki). Tekst ten będzie obfitował w zdjęcia, które mogą wywoływać uczucie niepokoju, smutku bądź obrzydzenia. Dlatego ostrzegam przed dalszym czytaniem wszystkich o słabych nerwach.

Przedstawię Wam Antka. To kot absolutnie wyjątkowy, jak oczywiście każdy kot, ale ten jest wyjątkowy dla mnie w sposób szczególny. Można rzec, że to moje totemiczne zwierzę. Mamy bardzo silną więź i rozumiemy się doskonale. Ja jego a on mnie. Ja mam AZS* a on ma podejrzenie AZS, ja mam blizny na brzuchu – a teraz i on je ma. Kiedy mnie coś boli – przytula mnie, kiedy jego coś boli – ja przytulam jego. Rozmawiamy ze sobą – on miauczy i mruczy a ja po ludzku, a i tak każde z nas wszystko rozumie. Antek to kot brytyjski krótkowłosy o umaszczeniu kremowym. Często dostaję pytania, o to jakiej rasy jest Antek, bo wygląda dość nietypowo z tymi wielkimi złotymi oczkami. Poznałam go od razu jak się urodził – mój znajomy hodowca pokazał mi zdjęcie miotu. Wystarczyło, że na niego spojrzałam i napisałam do znajomego – to mój kot, rezerwuję go od razu. Antek jako małe kociątko wyglądał niepozornie, spójrzcie sami:

Antek od pierwszych stałych posiłków był karmiony moim BARFem, który dostarczałam do hodowli. Bardzo to ułatwiło mi życie, bo nie musiałam go uczyć jedzenia mięsa. Dla niego BARF od samego początku był czymś jak najbardziej normalnym i naturalnym.

Był szalonym kociakiem i powiem szczerze, że przez pierwsze tygodnie strasznie mnie wkurzał 😉 Ganiał Anadiego, pożarł kabel od Iphona, połknął w całości nerkę króliczą, żeby potem ją malowniczo wyrzygać, gdy leżałam w wannie. Bóg mi świadkiem – myślałam, że oczy wyjdą mu z orbit. Do tej pory śmiejemy się z mężem, że Antek ma takie wielkie oczy właśnie przez ten „wypadek” z króliczą nerką w kocięctwie. W każdym razie, Antek robił wszystko, żebym go pokochała. On wiedział, że jestem jego człowiekiem. Jestem nim i koniec. Nieważne co bym mu nie powiedziała. Łaził za mną, przymilał się, spał mi nad głową i gadał do mnie. Tak zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Pomimo mojego uprzedzenia, które mąż wypomina mi cyklicznie mówiąc – teraz to twój kochany kotek, a jak był mały to… 😉 Nie wypieram się tego, czasami najlepsze co nas spotyka w życiu wykuwa się w bólach.

 

Siatki z tworzywa sztucznego

Skoro już znacie moją historię z Antkiem to opowiem Wam o tym, co nas ostatnio spotkało. Wszyscy zapewne kojarzycie siatki w jakie pakowane są niektóre produkty np. mandarynki prawda?

Antek nigdy nie wykazywał nimi żadnego zainteresowania, aż do tego feralnego dnia, w którym ją po prostu zeżarł. Nie było mnie wtedy w domu, po powrocie z pracy bardzo się zdziwiłam, bo Antek nie przyszedł się przywitać, a jak go znalazłam i pokazałam mu mięsko, jakie dla niego kupiłam nie wykazał nim żadnego zainteresowania. Myślałam, że to od antybiotyku, który przyjmował w związku ze zmianą skórną na karku jednak nie było w ulotce ani słowa o takim działaniu niepożądanym. Byłam coraz bardziej zaniepokojona. Antek nie trzymał mnie dłużej w niepewności, bo po prostu zwymiotował kawałki siatki. Zebrałam je do pojemnika, żeby pokazać w lecznicy. Zobaczcie jak strasznie to wyglądało:

Była 20:45. Od razu zadzwoniłam do mojej ukochanej lecznicy, z którą mam przyjemność współpracować ART-VET, żeby poczekali na mnie z zamykaniem, bo mamy katastrofę w domu. Mieszkam tuż obok więc w 3 minuty byliśmy z mężem i kotem na miejscu. Pokazałam, co Antek zwymiotował  oraz poszarpaną siatkę, którą mój mąż wyrzucił do śmieci (myślał, że dziecko się nią bawiło). Kiedy wyjęłam siatkę, Antek dosłownie zaczął się do niej wyrywać – jak szalony żeby dalej ją jeść (!!!). To było przerażające – nie mam pojęcia czym nasączają te siatki, ale jest to coś co oszukuje wytrawnego drapieżnika.

Antek został obejrzany, dostał kroplówkę, podczas której był bardzo dzielny tu możecie to zobaczyć oraz parafinę z laktulozą**. Mieliśmy nadzieję, że do rana się wypróżni i zagrożenie minie. Niestety, tak się nie stało, a rano czuł się już gorzej. Pokładał się w pozycji bólowej, nie chciał jeść. Z samego rana zainstalowaliśmy się w lecznicy i zaczęła się seria zdjęć z RTG. Najpierw bez kontrastu, potem podano kontrast i co 2 h wykonywane było zdjęcie RTG. Niestety – niedrożność jelit. Kontrast utknął, sami zobaczcie:

Kontrast nie przechodził, kot drugi dzień na kroplówkach – nie jedzący niczego i czujący się coraz gorzej.

Decyzja mogła być tylko jedna – Antka trzeba otwierać. Nie ma już na co czekać. Na szczęście wykonuję regularnie badania profilaktyczne moim kotom, więc mieliśmy pewność, że Antek jest zdrowy i nie ma przeciwskazań do operacji. Byłam przy zabiegu. To była moja pierwsza enterotomia*** i to na własnym, ukochanym zwierzaku. Ale chciałam przy nim być, chciałam pomagać jak tylko będę mogła. Widok jest bardzo trudny w odbiorze więc ostrzegam przed kolejnymi zdjęciami. Antek dzielnie czekał na zabieg, mył się na stole operacyjnym nawet. Na pewno było mu łatwiej niż innym pacjentom, bo miał mnie obok. Sama operacja nie trwała długo.

A tu już po wszystkim, Antek się wybudza. Siedziałam koło niego i go uspokajałam, że jestem gdy próbował wstawać.

Potem zabrałam go do domu, spał z nami w łóżku całą noc. Po narkozie temperatura ciała może być niższa i zwierzakowi jest zimno, więc trzeba mu zapewnić ciepło. Pamiętajcie, że po takiej operacji NIE WOLNO PODAWAĆ NICZEGO DO JEDZENIA. Lekarz weterynarii poinstruuje, kiedy można wprowadzać pokarm.

Dochodzenie do siebie po operacji

O lekach nie będę Wam pisać, bo to zawsze ustala lekarz prowadzący i taka wiedza mogłaby być szkodliwa. Bezwzględnie należy przestrzegać zaleceń lekarskich, pochować miski z jedzeniem, zabezpieczyć ludzkie jedzenie, a także zabezpieczyć kota. Świetna byłaby klatka kenelowa. Ja takiej nie posiadam, ale mam kojec po moim dziecku więc po prostu odwróciliśmy go z mężem do góry nogami, umieściliśmy w środku materac z kojca, wstawiliśmy kuwetę oraz miseczkę z wodą. Wyszło to bardzo fajnie, kot miał odpowiednią przestrzeń, ale nie mógł szaleć ani skakać. Nie było też ryzyka, że dopadnie miskę pozostałych kotów.

Ważne jest także, aby kot nie mógł lizać szwów. Antek skończył w gustownym ubranku, bo dla niego większą traumą jest klosz na głowę 😉 Ubranko mu nie przeszkadzało, chociaż próbował dobierać się do brzucha, żeby się lizać i był niezadowolony, że nie może się umyć. Przez pierwsze dwie doby był odżywiany jedynie za pomocą kroplówek – spędzał dnie w klinice a wieczorami zabierałam go do domu. Pomagałam mu się umyć i spał z nami przytulony.

Dieta po operacji

Trzecia dobra po operacji to powolne wprowadzanie pokarmu. Zaczyna się od pokarmu płynnego, łatwostrawnego. U nas była to łyżeczka żółtka jaja kurzego z odrobiną gęsiego smalcu oraz z probiotykiem Flora Balance. Pokarm tego pierwszego dnia podaje się co 2 h w niewielkiej ilości. To bardzo stresujący czas, podczas którego należy pilnować, aby kot przyjmował pokarm, a także zaczyna się oczekiwanie na kupę.  Antek miał bardzo słaby apetyt – musiałam karmić go z ręki, a także dla zachęty domieszać niewielką ilość pokarmu dla niemowląt (dynia z indykiem, czysty skład). Udało mi się także załatwić świeżą krew króliczą więc od drugiego dnia Antek otrzymywał też dodatkową łyżeczkę świeżej krwi. To zadziałało świetnie – apetyt Antka zaczął ulegać poprawie.

Tak wyglądał pierwszy pokarm Antka – dostał z niego łyżeczkę, po 2 h kolejną i kolejną….:

W kolejnej dobie wydłuża się czas między posiłkami i zwiększa się ich wielkość. U nas zwiększyliśmy wielkość o połowę a karmienie było co 3 h. Pojawiła się pierwsza kupa, co jest bardzo ważne, bo oznacza, że jelita podjęły pracę i wszystko funkcjonuje jak należy. Jak ktoś z Was teraz je to polecam przerwać czytanie i nie patrzeć na zdjęcie poniżej 😉

Od piątej doby Antek zaczął otrzymywać zblendowaną karmę z wodą. U nas to było Pussy Deluxe od Meatlove. Antek bardzo się ucieszył, że menu się rozszerza i stał się bardziej aktywny. Nadal karmienie często i małe porcje, ale już zarówno żółtka z gęsim smalcem i probiotykiem, jak i karmy.

Następnym etapem było surowe mięso blendowane z wodą. U nas była to cielęcina. Do tego żółtko. U nas mięso zostało wprowadzone w 8 dniu po operacji. Antek oszalał ze szczęścia.

Następne dni to już mięso po prostu mielone z probiotykiem i żółtkiem. W 10 dniu po operacji nastąpiło zdjęcie szwów. A także powrót na dietę BARF – drobno mielony i bez kości. Bez niczego co mogłoby wywołać jakiekolwiek problemy trawienie bądź stanowić wyzwanie dla jelit. Kupy już były regularne na tym etapie i niebudzące żadnych zastrzeżeń.

Mam nadzieję, że nie będziecie musieli korzystać z moich doświadczeń. Ale jeśli tak i będziecie mieć jakieś pytania – zapraszam do kontaktu. Antek czuje się już doskonale, nawet asystował mi podczas pisania tej notatki, ale strach będzie mi już towarzyszył zawsze i żadna siatka z tworzyw sztucznego nie ma szans pojawić się w moim domu.

Przypisy:

*Atopowe zapalenie skóry

** lek o działaniu łagodnie przeczyszczającym

*** operacja przecięcia jelita

Agnieszka

8 thoughts on “Antek i rzecz o siatkach z tworzywa sztucznego

  1. Agnieszko, dziękuję za ten tekst. Od wypadku Antka stałam się perfekcyjną panią domu, żadnych siatek, torebek foliowych, reklamówek. Kot 100 razy się nie zainteresuje, a ten 101 raz…. Bardzo, bardzo się cieszę, że z Antkiem już ok.

    1. Dziękuję, dla mnie to wielka ulga że już z tego wychodzimy. Mam nadzieje, że nigdy nie będziesz musiała korzystać z mojego doświadczenia!

  2. U mnie, co prawda skończyło się szczęśliwie na rozstroju żołądka, ale polecam również usunięcie z domu (nie tylko schowanie!) wstążek do kwiatów ciętych – taki do bukietów.

      1. My musimy z kolei uważać na rafię i faktycznie wstążki do kwiatów ciętych lub pakowania prezentów. Kicia też zjadała różne nitki i sznurki, co skończyło się odkąd ma dostęp do trawy. W sumie kot może zjeść wszystko, co zmieści się w pyszczku (np. wężyk do spieniacza mleka, na co bym chyba nigdy nie wpadła). O siatce na mandarynki w życiu bym też nie pomyślała, więc to bardzo cenny wpis. Nasza kicia ma na koncie podobną operację, ale na szczęście nie trzeba było ciąć jelit (blokada pojawiła się między żołądkiem i jelitem). Mieliśmy jednak inne powikłania i kotka bardzo długo dochodziła do siebie (teraz wiedziałabym, jak jej pomóc, bo niestety wówczas weci zaniedbali kilka ważnych kwestii, a ja byłam zielona w temacie). Cieszę się, że Antek ma się dobrze i życzę mu zdrowia 🙂 Radzę też wszystkim przejść się po mieszkaniu na czworakach lub właściwie czołgając się 😉 Wtedy widzimy z poziomu kota i może się okazać, że pewne przedmioty, wystające nitki, zabawki dla dzieci itd. (i wszystkie rzeczy, które są bliżej podłogi, a których my normalnie nie widzimy z tej perspektywy) mogą być niebezpieczne dla naszego kociaka. Tak samo z przedmiotami na wyższych pułapach, gdzie normalnie nasz wzrok nie sięga, a kot lubi tam przebywać (szafki, lodówka itd.). Zabawki dla zwierząt tez stanowią pewne zagrożenie, niestety. No i warto bacznie obserwować kota, bo niestety nie zawsze jesteśmy obecni w chwili, gdy dany przedmiot jest zjadany lub też kot nie zwraca fragmentów tego przedmiotu, co utrudnia diagnozę. Wtedy kluczowe są objawy – u nas to były wymioty (wcale nie uporczywe i częste, raz na dobę) plus brak kupy przez kilka dni (aczkolwiek może tez być biegunka). Kicia wcale nie była osowiała i miała apetyt (może tylko trochę mniejszy). Pierwszy wet leczył kotkę objawowo, co bardzo źle się skończyło. Operacja została wykonana w drugiej lecznicy w trybie pilnym, bez badań krwi (a nie miałam aktualnych), na podstawie samych objawów i zdjęcia rtg (które tez nie dało jasnej odpowiedzi, ale nie było już czasu na poszerzenie diagnostyki). Temat ten jest mi wiec bardzo bliski, niestety. Dobrze, ze teraz sporo się pisze o takich przypadkach i zwiększa tym samym świadomość opiekunów zwierząt.

        1. Dziekuje ze podzieliłas się Wasza historia. Również bardzo współczuje przeżyć. Najgorzej jak nie do końca wiadomo co kotu dolega- u nas szczęściem w nieszczęściu były te jego wymioty z którymi czekał aż wroce…

  3. Życzy Antkowi i Wam dużo zdrowia i sił! Po przeczytaniu Twojej relacji na Instagramie zabroniłam kupowania jakichkolwiek cytrusów w siatkach. To co już było zostało wywalone. Nasz debilek (najmniej mądry z kociej ferajny) nosił już w pysku kawałki szkła z misek które potłukł, albo fragmenty porcelany z magnesów z lodówki i głośno bronił swoich zdobyczy… tak samo jak gumek do włosów, gumek recepturek i kawałków folii spożywczej. Nic do tej pory nie zjadł, ale kto go tam wie. Inną kluskę operowaliśmy z okazji polipa, sam zabieg był zdecydowanie mniej inwazyjny ale strach ogromny. Czasami myślę że z kotami jest trudniej niż z dziećmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top